Szymon z Cyreny to „patron” zmuszanych do wiary
Data publikacji: środa, 08-04-2020
Przyglądając się ludziom, którzy stanęli na drodze krzyżowej Jezusa, skupiamy swą uwagę na tych, którzy przyczynili się do Jego męki: patrzymy na zdrajcę Judasza, przewrotnych arcykapłanów i faryzeuszy, tchórzliwego Piłata, złośliwego Heroda, znęcających się żołnierzy, agresywny, bezduszny tłum. Ale przecież byli tam i inni.
Dzisiaj przyjrzymy się osobie Szymona z Cyreny, który staje się symbolem religijnej niewoli. Niewiele wiemy o Szymonie. Ewangelia mówi jedynie o tym, że był on ojcem Aleksandra i Rufusa, a kiedy wracał z pola został przymuszony przez wojska rzymskie do pomocy Jezusowi w dźwiganiu krzyża. Nic więcej o nim Ewangelia nie wspomina.
Nieświadomość w niesieniu krzyża jest chyba największym bólem i tragedią każdego człowieka. Jakże trudno jest cierpieć chorym, którzy nie potrafią odczytać choroby jako szczególnego powołania, niepowtarzalnego i jedynego. Jakże trudno jest służyć chorym i cierpiącym w domu, w szpitalu, w hospicjum. Jeżeli nie potrafimy zdać sobie sprawy z wybrania i ze swego powołania, to każda nasza praca, nasz obowiązek, nagły dyżur, wezwanie do cierpiącego będzie dla nas chwilą przeklętą. I nie ma znaczenia czy jesteś lekarzem czy pielęgniarką.
Jednak w pasyjnej scenie, kiedy Szymon z Cyreny pomaga nieść krzyż Jezusowi, warte zauważenia jest i to, że Chrystus, Ten, który tak wiele razy pomagał innym, teraz sam przyjmuje pomoc.
Jak jest w naszym codziennym życiu? Ile razy odmawiamy pomocy bliźnim. Ile razy Chrystusowe słowa „cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci najmniejszych – mnieście uczynili” to pusty frazes, religijny banał, który szybko się zapomina przechodząc do codziennych spraw? Jakże często nie chcemy pomóc upadającym, chorym, zmęczonym życiem, bo sami właśnie wracamy z pracy, bo sami jesteśmy zmęczeni, bo marzymy tylko, aby jak najszybciej być w domu, bo marzymy o chwili spokoju, chwili ciszy. A tu nagle pojawia się ktoś i chce naszej pomocy, rady, chce by go wysłuchać – i opowiada historie swego nudnego życia. Czy ja nie mam własnych spraw, czy ja nie jestem dostatecznie zmęczony, czy mi nie należy się spokój, czy ja jestem Bogiem, aby na wszystko mieć odpowiedź, radę, by działać cuda?
Zauważmy także i inny aspekt tego wydarzenia, a mianowicie fakt, że Szymon Cyrenejczyk pomaga nieść krzyż, pomaga, ale nie wyręcza Boskiego Mistrza. Jezus dalej przecież niesie krzyż. Nie zostawia go, nie oddaje, nie ucieka przed krzyżem, nie przerzuca całego ciężaru na zmęczonego ciężką pracą w polu Szymona z Cyreny.
Zobaczmy, ile razy udzielając komuś pomocy popełniamy błąd, polegający na tym, że zamiast pomóc, wyręczamy innych od obowiązków, zdejmujemy z najbliższych ten właśnie krzyż i dźwigamy go samotnie, pozbawiając ukochane osoby smaku zwycięstwa. Zobaczmy, ile razy, kiedy sami otrzymujemy pomoc, ciężar krzyża zrzucamy na innych. Jest nam wtedy, co prawda lżej, jesteśmy wreszcie wolni, ale tracimy ukochanych, których przygniata do ziemi nasz oddany krzyż.
A jak jest w naszych rodzinach? Ile razy próbujemy wywrzeć presję w naszych domach, w naszych środowiskach, gdzie żyjemy? Ile razy próbujemy wywrzeć presję na najbliższych, by szli do kościoła? Ile razy próbujemy nawrócić innych krzykiem, złością, siłą, szantażem? Religijność to bardzo delikatna sprawa. Potrzeba w niej dużo taktu, spokoju i cierpliwości. Ale co najważniejsze – najbardziej potrzebny jest przykład. Jeżeli jesteś wierzący, ale przy okazji jesteś wredny – to jak chcesz by twoi bliscy kochali Boga? Jeżeli nie chce ci się chodzić do kościoła, jeśli się nie modlisz, nie rozmawiasz z dziećmi o Bogu, religii, wierze, Kościele – to nie masz prawa ani wymagać religijności od swoich dzieci, ani nie masz prawa dziwić się, że nie chcą chodzić tam, gdzie ciebie nie ma, albo jesteś sporadycznie.
Pozostałe aktualności
niedziela 26.07.2026
sobota 25.07.2026
niedziela 19.07.2026
poniedziałek 13.07.2026
poniedziałek 25.05.2026
czwartek 21.05.2026
czwartek 21.05.2026
niedziela 17.05.2026
środa 13.05.2026
niedziela 10.05.2026


















