Czy ja zdradziłem Jezusa ?
Data publikacji: poniedziałek, 06-04-2020
Dzisiaj, na początku Wielkiego Tygodnia pzreniesiemy się na Górę Oliwną. Na Górze Oliwnej, u bram ogrodu Getsemani, drzemie ośmiu Apostołów, pozostawionych przez Jezusa. Razem z Nim pozo¬stało trzech: Piotr, Jan i Jakub. Zamiast czuwać i oni posnęli. Niedaleko - na rzut kamienia - modli się Pan. Podnosi głowę. Krople krwawego potu spływają Mu po twarzy. Słychać, jak spadają na zimne głazy. Czy nie przychodzą nam w tej chwili słowa psalmu: „Ja zaś jestem robak, a nie człowiek" (Ps 22,7)?
Chcemy dzisiaj rozważyć słowa ewangelistów. Oto Mateusz napisał: „począł się smucić i odczuwać trwogę" (Mt 26,37), a Marek: ,,i począł drżeć, i odczuwać trwogę" (Mk 14,33). Lęk, smutek, trwoga i drżenie - tymi słowami ewangeliści wyrażają ogrom Twoich cierpień w Getsemani.
Wszyscy lękamy się cierpienia. To leży w naszej naturze. Jesteśmy niespokojni w poczekalni u dentysty, z biciem serca oczekujemy na operację. Zdarzało się, że ludzie nie wytrzymywali tortur i zażywali truciznę. Również Jezus, wiedząc, co Go czeka, odczuwał lęk.
Wszyscy Go opuścili, zostawiając sam na sam z bólem i cierpieniem.
Jedni przez sen, przez znużenie, bo wprawdzie chcieli z Nim czuwać, jeszcze przed chwilą manifestowali swoją gotowość śmierci razem z Nim. Ale przecież jeszcze nic się nie dzieje, niebezpieczeństwa nie widać. Czemu się więc nie zdrzemnąć przez chwilę. To przecież nie oni się bali. To nie oni przeczuwali już i przeżywali całą mękę konania. Jezus przychodzi do tych przyjacielskich dusz, bodaj po jakieś słowo pocieszenia, po jakiś gest podtrzymania na duchu, ale na próżno.
Drudzy zostawili Jezusa samego, bo pociągało ich w danej sytuacji zupełnie coś innego, niż On miał im do zaoferowania. Pociągał ich zysk, pieniądze, jakieś zaślepienie materialne. Więc zdradzają, więc odchodzą tam, gdzie one brzęczą i gdzie płacą. Bo przecież to one – pieniądze – a nie wiecznie ubogi Chrystus, ostatecznie miały pozwolić Judaszowi urządzić się jakoś w życiu.
Innych odciągnęła od Chrystusa angażująca ich na śmierć i życie walka o wyrobienie sobie właściwej pozycji społecznej. Walka bezkompromisowa, która nie tylko zostawia nieprzydatnych w niej na uboczu, ale stawia wręcz na wrogiej pozycji, traktując jak przeszkodę, którą należy tylko zgnieść.
I tak w ciemności, w ogromnym milczeniu świata całego, jak przed mającą nadejść burzą, dokonuje się opuszczenie Chrystusa, dokonuje się Jego zdrada i zdrada tych wartości, które On ze sobą przyniósł na świat…
Ale i dziś bywa tak, że mąż i ojciec prześpi właściwy moment scalenia swojej rodziny. Nie zauważy, że jego ustawiczne „robienie pieniędzy” stwarza sytuację taką, że właściwie go w domu nie ma. Przychodzi do domu jak do hotelu, w którym już tylko chce położyć zmęczoną głowę i tylko zasnąć, nic więcej. Nie ma czasu, nie ma sił, żeby posłuchać, że syn, że córka, że są kłopoty…, że się nie daje z nimi rady. Zasypia przy tych problemach, odkłada: „A nie można o tym jutro porozmawiać, jutro załatwić?”. A jutro jest już za późno… Czasami żona, zajęta przepychaniem się w pracy, odkrywa nagle, że dom, że mąż, że dzieci, że to wszystko… to właściwie ją ściąga w dół, jest kulą u nogi. Bo mogłaby pojechać to tu, to tam, doszkolić się, podnieść kwalifikacje… I, że szef to ją bardziej rozumie, niż mąż, to z kolegą z pracy jest o czym porozmawiać, to właściwie tylko on jej pomaga… I w rezultacie w domu się jeszcze niby jest, ale to wszystko zaczyna drażnić, przeszkadzać tak, że właściwie to oddycha się dopiero w pracy, w biurze… A stąd to już tylko krok do powiedzenia, że tak dalej nie można, że to nie ma sensu; stąd już tylko krok do odejścia, do całkowitej zdrady tego wszystkiego, co przy ołtarzu się ślubowało, co jakiś czas było jedyną radością i sensem życia.
Jest też samotność zostawionych rodziców: samotność starszej matki, ojca. Bo dzieci już odchowane, dorosłe, przecież się uczą, przecież już pracują, mają własne rodziny i własne kłopoty. Zapracowani są tak, że ani nie mają czasu odwiedzić, ani zadzwonić. Oni jak Judasz polecieli za pieniądzem, jak faryzeusze walczą rękami i nogami o właściwą pozycję społeczną, o utrzymanie pracy o którą dzisiaj tak trudno i trzeba cenić tę, którą się ma… Więc nie ma czasu. A że kogoś tam po drodze zostawią, od kogoś odejdą, , coś czy kogoś zdradzą? – takie jest życie.
Jest jeszcze samotność Chrystusa przemawiającego do nas w kościele przez Pismo Święte, przez Ewangelię. Czasami Chrystus zwraca się do nas z pytaniem, jak do swoich przyjaciół: Czemu śpicie? Zwraca się z tym pytaniem do nas, którzy wprawdzie przy Nim jesteśmy, którzy może jak św. Piotr powiedzieliśmy, że życie byśmy dali…, ale kiedy prosi, kiedy mówi, zasypiamy troskami naszych dni, z trudem przecieramy nasze oczy i nie rozumiemy co do nas mówi. Czego On właściwie od nas chce? – tak mógł powiedzieć obudzony nagle Piotr, i tak zdajemy się mówić nieraz my, kiedy Chrystus w swoim Słowie prosi nas o czujność, o ostrożność w życiu, aby nie podszedł nas nieprzyjaciel – grzech.
Moi drodzy – okazuje się, że ilekroć człowiek próbuje, idąc przez swoje życie, gospodarować tylko kalkulacjami, jakby tu wygodniej się urządzić, jakby tu wyjść na swoje, tylekroć narobi głupstw sobie i swojemu otoczeniu. Wprawdzie może i wylezie na wymarzony piedestał, ale pozostanie sam… A samotność, opuszczenie, zdrada nie należą do przyjemności naszego człowieczego losu. Wiedzą o tym doskonale zdradzone żony, opuszczeni starzy rodzice, zostawione dzieci; wiedzą o tym przeróżnie oszukani, wywiedzeni w pole, nieuczciwie wykorzystani.
Dlatego, chociaż ustawicznie, począwszy od Ogrójca, Chrystus jest zostawiany, opuszczany i zdradzany, będzie pomimo wszystko dobijał się do naszych serc i umysłów, abyśmy podobnych błędów nie popełniali . Chrystus będzie nam ustawicznie przypominał o wartościach, które przestrzegane w życiu uchronią nas od łez własnych i cudzych krzywd.
Dlatego trwajmy przy Nim. Nie opuszczajmy Go i nie zdradzajmy dla spraw, które doraźnie widziane może i mają blask szczęścia, ale na dłuższą metę nie popłacają.
– Panie Jezu, cierpiący za nas i w Ogrójcu, chcemy być z Tobą i czuwać z Tobą.
– Tylko w Tobie, Synu Boży i nasz Zbawicielu, jest moc do podjęcia naszego krzyża, który staje przed nami w naszym Ogrójcu i może nas przeraża. To krzyż wierności, cierpienia naszego, czy naszych bliskich, to krzyż naszych rozmaitych obowiązków, czy naszych własnych słabości.
– Kiedyś zawiedli Cię Panie, Twoi uczniowie, my dzisiaj głęboko
wierzymy, że Ty, Chryste, nie pozostawisz nas samych i będziesz z nami.
– Tylko w zjednoczeniu z Tobą, nasz Zbawicielu, możemy wyruszyć
z ufnością na naszą drogę krzyżową, która ma doprowadzić nas do
zmartwychwstania z Tobą, Panie! Amen.
Pozostałe aktualności
piątek 14.08.2026
piątek 31.07.2026
niedziela 26.07.2026
sobota 25.07.2026
niedziela 19.07.2026
poniedziałek 13.07.2026
poniedziałek 25.05.2026
czwartek 21.05.2026
czwartek 21.05.2026
niedziela 17.05.2026


















